Gdzie i jak znaleźć klientów? Prawdziwe historie

kobieta pracuje przed komputerem z kawa - jak znalezc klientow copywritera?
6 min.

Teoria teorią, ale najciekawsze i najbardziej inspirujące są konkretne historie. I właśnie nimi dzisiaj się z Tobą podzielę.

Poprosiłam też o wypowiedź paru innych świetnych copywriterów! Z wpisu dowiesz się, gdzie i jak swoich klientów znajdują: Mateusz Winkler, Marek Opaska, Klaudyna Maciąg, Małgorzata Kalbarczyk-Leonczuk oraz Maciej Wojtas.

Gdzie znalazłam swoich klientów? Najciekawsze przypadki

Useme

To było pierwsze miejsce, w które się skierowałam. I słusznie, bo trafił do mnie pierwszy klient, do którego tam napisałam! Serio! Zaciekawiło go moje doświadczenie i nawiązaliśmy fajną dłuższą współpracę.

Freelanceria

Znalazłam ogłoszenie firmy, która potrzebowała copywritera. Co prawda, było już nieco przeterminowane, ale stwierdziłam, że skoro podają maila do kontaktu, to i tak się zgłoszę. Współpracujemy do dziś! Tym bardziej mnie to cieszy, ponieważ to firma bardzo wymagająca wobec copywriterów i grafików, których zatrudnia. Trzeba się mocno starać! 🙂

Facebook

Zdarzyło się kiedyś, że skomentowałam post u Artura Jabłońskiego i zwróciłam tym komentarzem uwagę jednego z obserwatorów.  Zajrzał na mój profil, zobaczył, że piszę teksty dla firm i postanowił nawiązać ze mną współpracę. To był pierwszy z moich stałych klientów!

Instagram

Polubiłam kiedyś profil pewnej firmy. Kilka dni później dostałam wiadomość o treści: „Widzę, że polubiła nas Pani na Instagramie”. I tym razem nie skończyło się superhiperofertą zostania ambasadorem marki za prestiż i satysfakcję, tylko bardzo konkretną współpracą za porządne pieniądze. Napisałam dla nich kilka tekstów.

Poprzednia firma

Gdy przeszłam na freelance, pracowałam w agencji. Zmiana polegała na tym, że tę pracę, którą do tej pory świadczyłam w ich biurze, zaczęłam wykonywać z domu. Planowałam treści, tworzyłam posty i grafiki, opracowywałam strategie, rozstrzygałam konkursy… Z jednej strony było mi trudniej, bo miałam naprawdę masę roboty, ale z drugiej strony – łatwiej, bo tę masę roboty już dobrze znałam.

LinkedIn

Wiem, że niektórym kojarzy się z udawanym profesjonalizmem i nieudolnym social sellingiem, ale tam też można znaleźć ciekawych klientów. Pod warunkiem, że nie wysyła się losowych ofert w wiadomościach. 😉 Kiedyś na mój post zareagowała oznaczona w nim osoba i w efekcie odezwał się człowiek z jej sieci kontaktów, z propozycją współpracy.

Twitter

Zadziałał u mnie podobnie jak LinkedIn i to jeszcze zanim przeszłam na freelance. Mojego posta polubił jeden z fanów. Tweet trafił do jego obserwatorów, a wśród nich znalazła się moja klientka. I zaprosiła mnie do prowadzenia warsztatów na konferencji.

A gdzie swoich klientów znajdują inni copywriterzy?

Poprosiłam o wypowiedź kilku doświadczonych copywriterów. Gdzie znajdują klientów? Co im w tym najbardziej pomogło?

Mateusz Winkler – copywriter, który zwiększa sprzedaż tekstem

W tym aspekcie nie jestem pewnie zbyt oryginalny, ale stawiam na to, co działa najlepiej, czyli:

Po 1 – własna strona internetowa + blog, bez nich ani rusz.

Po 2 – social media, a konkretnie FB. To miejsce wykorzystuję tylko do odpowiadania na ogłoszenia wrzucane przez potencjalnych klientów.

Po 3 – polecenia i powracający klienci. Tu chyba nic nie muszę wyjaśniać.

Po 4 – uwaga, perełka – BANERY NA PŁOTACH ;). Kupiłem i powiesiłem je z czystej ciekawości, aby sprawdzić, czy taka forma reklamy jeszcze konwertuje. I wiesz co? Zwróciły mi się już 5-krotnie. 🙂

Marek OpaskaBajkowy Tata, copywriter, bloger i twórca bajek dla dzieci

Powiem Ci na samym początku, że będzie nudno. Nudno jak przy oglądaniu po raz kolejny Czerwonego kapturka, kiedy wszyscy dobrze znamy zakończenie, ale w duchu liczymy, że jednak będzie inaczej.

Klienci do mnie przyszli trochę jak wilk do babci. No może trochę w mniej drastyczny sposób. Babcia spodziewała się czegoś innego, a życie i tak napisało swój scenariusz.

Od zawsze chciałem pisać. Tylko przez większość życia nie wiedziałem do końca o czym. W czasach przed Facebookiem, czyli wieki temu miałem łącznie 3 blogi. Żaden nie przetrwał.

Próbowałem różnych tematów i formatów. Po klęsce trzeciego bloga miałem też długą przerwę w pisaniu, bo narodziła się w mojej głowie myśl, że przecież i tak nic z tego nie będzie.

Temat wrócił jak bumerang, gdy urodziły mi się dzieci. Opowiadane im „z głowy” bajki na dobranoc postanowiłem spisywać. Najpierw do elektronicznej szuflady, potem powstał blog i marka bajkowytata.com.

Pisanie w pierwszym roku to była tylko czysta przyjemność. Jak początkowo spacer Kapturka przez las. Żadnego myślenia o tym, że można na tym zarabiać. Zwłaszcza z pisania bajek. To był rok 2016.

W kolejnych latach znalazłem grupy na Facebooku dotyczące pisania i storytellingu. Poznałem pośrednio takie osoby jak Maciej Wojtas, Marta Idczak czy Paweł Tkaczyk. Zacząłem udzielać się w ich grupach, pytać, odpowiadać na komentarze, a z czasem proponować uczestnikom dyskusji różne pomysły.

Następnie opublikowałem na własnym blogu i fanpejdżu post z pytaniem, czy ktoś ma ochotę, abym napisał dla niego bajkę personalizowaną w formie e-booka. Początkowo były to małe pieniądze. Starczały na pokrycie kosztów serwera. Ludzi przybywało. Nawet pojawiły się firmy takie, jak Bakoma czy przedszkola, które zamawiały ode mnie bajki.

Wtedy odkryłem, że na pisaniu faktycznie można zarobić.

Ze wspomnianych wyżej grup na Facebooku odezwało się też do mnie kilka osób, abym wymyślił im hasło reklamowe, nazwę dla firmy czy opis na landing page.

W jednym miesiącu przeraziła mnie ilość zleceń i musiałem powiedzieć STOP. Pomysłów zaczęło brakować, teksty traciły na wartości i mój mózg działał z prędkością babci z Czerwonego Kapturka.

Postanowiłem, że jeśli faktycznie mogę na swojej pasji zarobić, to na własnych warunkach. Odrzuciłem pisanie rzeczy, których „nie czułem”, gdzie po krótkim zastanowieniu się nad tematem nie mam nawet jednego pomysłu, jak można temat ciekawie zaprezentować.

Nie chciałem tworzyć szablonowych tekstów jak mebli z Ikei.

Nie jestem „typowym” kopikiem. Nie biorę wszystkiego, jak leci i za każdą stawkę, jak leci. Nie jestem też Szymborską czy Mickiewiczem, aby wybrzydzać. Po prostu postanowiłem, że pisanie to będzie wyłącznie pasja (na której przy okazji da się zarobić) a zawodowo zajmę się czymś innym. Również kreatywnym, ale innym, aby mieć gdzie oczyszczać umysł, zmieniać perspektywę i często też czerpać inspirację.

Podsumuję temat jednym zdaniem. Poza Facebookiem i własnym blogiem nie znam ciekawych miejsc na szukanie klientów, ale wiem, że najciekawsze zlecenia znalazłem, budując relacje z innymi ludźmi i pokazując się z najlepszej strony, pomagając innym.

Klaudyna Maciąg – copywriterka, transkrybentka i gangsterka ;-), członkini zespołu Pani Swojego Czasu #gangPSC

Chociaż sama nigdy nie miałam potrzeby szukać klientów, to oczywiście znam wszystkie najpopularniejsze źródła, takie jak portale z ofertami, grupy na Facebooku czy LinkedIn.

Skąd zatem trafiali do mnie moi klienci? Przede wszystkim dzięki blogowi i poleceniom, ale zdarzyło się kilka sytuacji, które uważam za warte przypomnienia – przede wszystkim dlatego, że od razu mam praktyczną radę dla tych, którzy również w tym miejscu działają.

Chodzi mianowicie o Facebooka i jego grupy. Ale nie grupy stricte copywriterskie czy freelancerskie, ale bardziej specjalistyczne. Na grupie poświęconej nauce języków namierzyła mnie właścicielka szkoły językowej, dla której napisałam kilkadziesiąt artykułów. Na grupie biznesowej – przedstawiciele różnych branż – księgowości, edukacji, finansów czy nieruchomości. Na grupach dla mam – właściciele portali rodzicielskich czy sklepów z zabawkami. Mówiąc krótko – tam, gdzie ja udzielałam się w sposób merytoryczny, ciekawy i, mam nadzieję, cenny dla odbiorców, tam znajdowali mnie moi klienci.

To wszystko nie byłoby możliwe, gdybym była w mediach społecznościowych człowiekiem-widmo. Dlatego regularnie zachęcam innych do uzupełniania prywatnego profilu na Facebooku o cenne informacje, takie jak linki do fanpage’a czy bloga, właściwe zdjęcie profilowe czy maksymalne wykorzystanie pozostałych punktów profilu, takich jak zdjęcie w tle,  elementy wyróżnione czy opis. Skoro chcesz pracować dla innych, to nie wstydź się pokazywać publicznie, czym się zajmujesz. To nie miejsce i czas na tajemniczość i skromne spuszczanie oczek. Albo się ujawniasz i idziesz do przodu, albo kryjesz i liczysz na cud. Jak myślisz, która z dróg będzie lepsza?

Małgorzata Kalbarczyk-Leonczuk – copywriterka, założycielka agencji Verbal Fairy

Od dekady zawodowo zajmuję się copywritingiem.

Klientów zdobywam z różnych źródeł, ale głównie dzięki poleceniom, własnej stronie internetowej, działaniom w sieci, własnym projektom i tym, że moi klienci polecają moje usługi copywriterskie swoim klientom.

W zdobywaniu klientów warto wykazać się asertywnością i zaangażowaniem, bo efekty mogą nieraz pozytywnie zaskoczyć. 😉

Maciej Wojtas – kompozytor tekstów

Na moim blogu nie mam w zasadzie tekstów z copywriterskiego portfolio, nie licząc paru linków do artykułów, które kiedyś tam napisałem.

Rolę portfolio pełnią za to wpisy „o wszystkim i o niczym”, które od 2016 roku regularnie wstawiam na moją stronę.

Żeby było jeszcze ciekawiej, największą siłę rażenia mają moje… bajki 🙂 To one najskuteczniej przekonują potencjalnych klientów. Przynajmniej takie mam wrażenie.

Natomiast funkcję filtra odsiewającego klientów, z którymi jest mi po drodze, od pozostałych, spełnia zakładka „o mnie”, a szczególnie fragment o wartościach, które w swoim życiu wyznaję.

O paru mocno nietypowych sytuacjach związanych ze zdobywaniem klientów napisałem kiedyś tutaj: https://maciejwojtas.pl/szok/

Zdarzenia te miały miejsce kilka lat temu, kiedy musiałem się bić o każde zlecenie, żeby rodzina nie umarła mi z głodu. 🙂

W tej chwili powoli zaczynam wycofywać się z branży. Gdybym miał komuś coś doradzać, poleciłbym mu regularne prowadzenie bloga.

Wiem, że wymaga to poświęcenia czasu, który można by było spożytkować na pracę dla klientów, ale patrząc z perspektywy czasu, uważam, że nie ma lepszego narzędzia do budowania silnej marki.

Jak widzisz – dopracowana strona internetowa, social media i otwarta głowa to absolutna podstawa w pozyskiwaniu zleceń. Podobnie, jak obecność w miejscach, w których są Twoi klienci. Czasami nawet nie musisz wiele robić – wystarczy, że nie jesteś cichociemnym na Facebooku. 😉

A Ty gdzie znajdujesz swoich klientów?

Gdzie i jak znaleźć klientów? Prawdziwe historie
UDOSTĘPNIJ
Przewiń do góry